Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wystroje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wystroje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

Burleska

  Bordowa organza, czarna koronka i cienkie wstążeczki, a w środku mnóstwo zapachu, za którym nie przepadają pewne wredne stworzonka, które to dobrały się do łakoci w szafie Księżniczki Anez. Anez obchodziła jakiś czas temu dziewiątą rocznicę osiemnastych urodzin, toteż woreczki na lawendę wydały mi się świetnym prezentem na tę okoliczność:


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Paski, kółka i koronka

czyli kuchenny miks dla Ewy:


  Listopadowe zamówienie w postaci: dziewięć osłonek na słoiki do przechowywania żywności, oprawa okna i gąbkowe poduchy na krzesła, ewoluowało i w piątek na ręce zamawiającej złożyłam osłonki i dekoracyjne podkładki obiadowe na kuchenny stolik.


  Poduszki na krzesła dojdą w swoim czasie (jak już znajdziemy odpowiedni rozmiar gąbek;)

wtorek, 1 stycznia 2013

Lawendowe saszetki

  Pewna dobra córka swej kochanej mamci zapragnęła przygotować jakiś miły prezent. Usiadłyśmy, zaczęłyśmy myśleć, pocięłam dwie bluzki, zamówiłyśmy odpowiedni wkład... Tadaaa! I tak oto powstał praktyczny i ładny świąteczny upominek. Nie zdążyłam uwiecznić gotowych, wypchanych już woreczków, więc chwilowo, w oczekiwaniu na obiecaną fotografię, dwa z czterech, skąpane w porannym grudniowym słońcu:



  Od razu zastrzegam, że na pewno nie ostatni raz wyszły spod mojej igły woreczki z lawendą. Ich wykonanie okazało się bardzo szybkie i relaksujące, czy to za sprawą delikatnych materiałów, czy przyjemnego zapachu lawendy.

piątek, 5 października 2012

Ścierki, ściereczki...

 Zaczarowana podusia miała urodziny. Zażyczyła sobie ścierki kuchenne w narodowych barwach. Od siebie dodałam koronkę (bo cóż by innego?). Z resztek stworzyłam mikro komplet dla siebie:


  Filip jeszcze nie wie, ale jak tylko spróbuje ich użyć do wytarcia plamy z soku, to chochelką po łapkach ;) Na razie pozują do zdjęć. Tu - z twarożkiem własnego wyrobu i takiegoż pochodzenia kiełkami lucerny:


  Czas na drugie śniadanie!

czwartek, 27 września 2012

Róż po trzykroć

  Wszyscy wiedzą, że nie potrafię się opędzić od różu. Chociaż od lat staram się z nim zmierzyć, ciągle przegrywam tę nierówną walkę. I tak, już w pierwszym zaproponowanym komplecie, znajdziecie tyle różu, że pół przedszkola miałoby mdłości. Jakby tego było mało, każdy wieszak dosładzam szydełkowym kwiatkiem lub kokardką (zgadnijcie, w jakim kolorze?).


  Każdy egzemplarz jest nieco inny - przez splot, odcień lub dodatek, przez co świetnie razem się komponują. A tu już w pełnej krasie:


  Zestaw idealnie nadaje się na prezent (można też obdarować siebie:), dlatego też gorąco zachęcam do kontaktu w sprawie kupna: mailowo na adres alicja-szafran@wp.pl lub telefonicznie - 721147590.

Wieszak, od którego wszystko się zaczęło

  Wychodząc na chwilę ze średniowiecza (ale tylko na chwilę) wracam do czasów sprzed niespełna dwóch lat, kiedy to z całą moją trzódką wyprowadziliśmy się na tak zwane "swoje". Znaczy nie do końca swoje, bo wynajmowane, ale wreszcie autonomicznie i ze znacznie większą dozą intymności. Zupełną swobodę ograniczał nieco fakt, że mieszkanie było pełne (a nawet miejscami przepełnione) mebli, których właściciel nie chciał usuwać. My też jakoś niespecjalnie do tego dążyliśmy, bo wreszcie miałam się gdzie pomieścić ze wszystkimi swoimi fatałaszkami. Wśród miliona wieszaków moją uwagę przykuł ten - jeden, jedyny, niepowtarzalny:


  Nie dość, że okazał się bardzo praktyczny (nie zsuwały się z niego ani ciężkie swetrzyska do kolan, ani śliskie bluzki z satyny), to jeszcze niezmiennie cieszył oko swoją nieprzeciętnością. A jego najważniejszą zaletą jest to, że inspiruje. Od pierwszego wejrzenia wiedziałam, że coś się właśnie zaczyna. Kupiłam pierwszą partię najprostszych wieszaków świata, kilka kolorów bejcy i zaczęłam knuć. Tu okazała się pomocna moja teściówka, której zleciłam pracę koncepcyjną nad dopasowaniem odpowiedniego wzoru ubranka (ja i szydełko jeszcze nie zdążyliśmy się zaprzyjaźnić). I oczywiście teściu, który zawsze coś z przyjemnością zmaluje. A potem... Potem, jak zwykle, temat zasnął. Teściówka nadziergała z tego, co miała, sporo półproduktów, a ja zajęłam się kilkoma innymi, zupełnie odległymi od wieszakowego nurtu, aktywnościami. A ponieważ uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny, uznałam, że temat po prostu musiał odleżeć. Dziś jest ten dzień, kiedy wieszaki wracają do łask!

piątek, 24 sierpnia 2012

Lampka

  Przeleżała kilka (naście?) lat w piwnicy moich rodziców, aż nabrała wartości w moim sercu i oku, została odarta z, uroczego skądinąd, czerwonego szyfonu i... przez kolejne lata czekała na TEN dzień. Nastał wreszcie, a z nim wielkie - niewielkie zmiany: dostała nowy przewód, dyskretny pstryczek i, moim zdaniem najważniejsze, nowe ubranko. W rolach głównych: Einstein, tiul i koronka.


  Miałam jeszcze zamiar, ciekawa jej pierwotnej faktury i barwy, oczyścić ją dokładnie, ale poprzestałam na wodzie z mydłem, żeby nie zatraciła tej antycznej aury (potem musiałabym się zastanawiać nad technikami postarzania).